Muzyka Płyty

    Recenzja: Exlibris – Innertia

    recenzja-exlibris-innertia

    Nie ukrywam, że niecierpliwie czekałam na tę trzecią (a w sumie czwartą) płytę Exlibris. Powodów było wiele. Zmiany personalne na stanowiskach wokalisty i perkusisty, przecieki numerów jakie obiły mi się uszy i po prostu zwykła ludzka ciekawość. Zmagania chłopaków w świecie muzyki śledzę ponad dekadę i choć zawsze uważałam się za ich najsurowszego krytyka, trudno mi zachować absolutny obiektywizm. Od dwóch albumów pokazują bowiem, jak współcześnie poruszać się w heavy/power metalu i robią to dobrze. Mam nadzieję więc, że wybaczycie mi mój bezczelny subiektywizm. Zapraszam w trzeci wymiar świata Exlibris.

    Album rozpoczyna energiczny„Harmony of Spheres” –  udana randka Exlibris z Avantasią, czyli granie melodyjne, lekkie i przebojowe, ale na pewno nie banalne. To także pierwszy singiel, który jest też niejako pomostem między tym, do czego przyzwyczaił nas zespół a tym co zaserwuje w dalszej części albumu. „Gravity” to z kolei drobny pokłon w stronę Evergrey, w power metalowej odsłonie. Mamy tu klasyczne wokalizy, szybkie tempa i harmonijne chóry, solówki klawiszowe, a także towarzystwo organów Hammonda. To numer, gdzie heavy krzyżuje się z progresywnym rockiem.

    „Shoot for the Sun”, drugi singiel promujący album to liryczna power ballada, zaśpiewana  w duecie z pięknym głosem Ann Charlotte Wikström, której barwa przypomina mi trochę Sharon den Adel. Wbrew pozorom, utwór bardziej skręcający w stronę hard rocka. Podobnie hard rockowy sznyt ma „Incarnate” —  wspaniały rocker, brzmiący jak następca „Omega Point” z płyty Aftereal. W outro usłyszymy za to południowy głos gitarzysty Daniego. Lubię mnogość wokali w jednym utworze, co zrobić 😉

    Zmieniając trochę klimat,„No Shelter” to kompozycja, która niesamowicie przypomina mi zespół Threshold, choć refreny nasuwają mi skojarzenia z latami osiemdziesiątymi. Numer uzupełniają wolno zbliżające się dźwięki gitary przechodzącej zgrabnie w solo klawiszowe i orkiestracje. I to jest w sumie to, za co cenię chłopaków — za umiejętność łączenia stylów w nieprzypadkową mieszankę nut.

    Utworem, który szczególnie zapadł mi w pamięć jest „Amorphous”. Tu mamy trochę patosu w stylu Kamelot, ale jednocześnie słychać w refrenie, że kompozytorzy słuchają sporo klasyki, również synth wave’u sądząc po solo klawiszowym 😉 „Origin of Decay”  zaś to kolejny numer, który wraca do korzeni zespołu i  mógłby spokojnie figurować na płycie Avantasii. To świetna mieszanka hard rocka z metalem, dla podbicia klimatu opatrzona cytatem i naprawdę epicką solówką na gitarze. Choć trwa ponad 6 minut nie poczujecie się znużeni. Exlibris pokazuje, że power metal może brzmieć świeżo i nie musi zaciągać typowym gatunkowym „patatajem”. W „Multiversal” i „Thunderbird” odkryjemy bardzo gitarowe i klasycznie heavy metalowe numery z  mocnymi gitarami i cholernie melodyjnymi wokalami. W „Multiversal” gościnnie w duecie z Riku Turunenem pojawił się poprzedni wokalista Exów – Krzysiek Sokołowski. Wielbicielom klasyki zaświecą się oczy. Usłyszycie tu Helloween, Gamma Ray, Primal Fear a nawet momentami Hammerfall i Europe z czasów pierwszych wydawnictw 😉

    Album wieńczy „Ascension” — epicki, nastrojowy numer to 5 minut wyrwanych dla duetu Daniego i Dominki Kobiałki z zespołu Tension Zero. Zwróćcie uwagę, co dzieje się w tle tego utworu: przeplatające się chóry, ozdobniki, emocjonalność równa się, co zaprezentował Tom Englund w „Closer”. Chyba najbardziej dojrzała kompozycja albumu. Utwór wspiera cytat z filmu Dyktator z Charliem Chaplinem.

    Innertia to płyta bardzo wyważona. Muzycznie to cały czas typowo exlibrisowe połączenie klasycznych hardrockowo-heavymetalowych riffów, rozbudowanych aranży, wpadających w ucho refrenów i odrobiny progresji. Kompozycje są świetnie przemyślane, wielowątkowe i różnorodne. Nie psuje to jednak odbioru i nie wprowadza chaosu, wręcz przeciwnie. Muzycy zachowują świetną harmonię między numerami cięższymi i lżejszymi. Partie rytmiczne i solowe gitary pozbawione są zadęcia i popisówy. Nie ma oklepanych melodii i banalności, za to słychać wiele serca włożonego w płytę.  Muzyka to granie, do którego przywykliśmy, ale ewidentnie słychać, że próbują przemycić w swojej twórczości coś nowego. Jestem pod wrażeniem jak są pod tym względem konsekwentni. Oczywiście płyta nie trafi do wszystkich, ale fani heavy/ power powinni się z nią zapoznać. Każdy znajdzie tu swój osobisty hit. Fanów Exlibris namawiać nie muszę 😉

    Ja chylę czoła przed konsekwencją i dobrą robotą, a tak po koleżeńsku jestem z nich po prostu dumna. Znowu. 🙂

  • recenzja-moyra-threads-of-fate-ep
    Muzyka Płyty

    Moyra – Recenzja: Threads of Fate (EP)

    Bardzo cieszy mnie, że w całym bogactwie polskiej sceny metalowej w dalszym ciągu  jest miejsce na zespoły z silnym żeńskim wokalem na froncie. Zespół Moyra, bo o nim dziś mowa, powstał…

  • magia letnich festiwali
    Lifestyle Muzyka

    W czym tkwi magia letnich festiwali

    Ostatnio naszło mnie długofalowe niechciejstwo charakteryzujące się tym głównie, że mam ochotę rzucić wszystko w diabły i wyjechać gdzieś na Atlantydę. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam taki spadek formy, że nawet…

  • wykopkii #luty
    Muzyka Płyty

    Wykopki muzyczne – znaleziska lutego

    Może trochę późno, ale wpadłyśmy na pomysł stworzenia wykopków. Wykopki, jak nieśmiało może sugerować tytuł, mają spełniać funkcję dzielenia się z Wami muzyką, na którą trafiłyśmy danego miesiąca. Co chwila zalewają…