Kultura

„31” Roba Zombie, czyli sieczka po amerykańsku

roba zombie 31 horror

Rzadko kiedy rzeczywiście czekam na jakiś film. Zazwyczaj oglądam kolejne produkcje, gdy już będą na ekranach kin tudzież dostępne z innych źródeł ;). Raczej nie sprawdzam postępów w nagraniach, ani nie wyszukuję w najgłębszych zakamarkach internetu zdjęć z planów. Ale datę premiery tego filmu śledziłam od dawna. Wszystko dlatego, że jestem zdeklarowaną fanką wszelkiej twórczości Roba Zombie. Oraz naturalnie dlatego że, z tego co pamiętam, to właśnie przez nagrywki do tego filmu, Rob odwołał swój długo wyczekiwany przeze mnie koncert w Warszawie w 2014 roku. I to z powodu tego właśnie wsadzonego mi noża w plecy oczekiwałam, że ten obraz będzie dla mnie pewną formą zadośćuczynienia. Czy zatem Rob odkupił swoje winy?

31 roba zombie horror gore filmFilm zaczyna się monologiem postaci granej przez Richarda Brake’a. Od razu możemy zorientować się, że mamy do czynienia z psychopatą i najprawdopodobniej głównym czarnym charakterem. Dalej mamy już wszystko to, co najbardziej typowe w filmach Zombiego. Poznajemy członków podróżnej trupy aktorskiej, która tłucze się przez południe Stanów Zjednoczonych starym vanem. Rozmawiają, palą blanta i słuchają Lynyrd Skynyrd oraz odwiedzają klasyczną stację benzynową, co daje okazję małżonce Roba, Sheri by pokazać, jakim jest sprośnym i figlarnym milfem ;). Sielanka oczywiście nie trwa zbyt długo, bohaterowie niemal natychmiast wpadają w ręce dziwacznych napastników i równie szybko okazuje się, że zostali wciągnięci w okrutną grę z okazji Halloween.

„31” jest pozycją jakiej się spodziewałam. Na szczęście zdecydowanie bliżej jest tu klimatem do „Domu 1000 trupów”, niż do artystycznego „Lords of Salem”. Ale niestety sam klimat to nie wszystko. Najnowszy film Roba nie jest tak dobrze skonstruowaną opowieścią, historia jest sztampowa, a z biegiem fabuły postacie głównych bohaterów w ogóle nie są rozwijane. W zasadzie jedynie Doom-Head grany przez wspomnianego wcześniej Richarda Brake’a, ma szanse jakkolwiek stać się nam bliższy, gdy mamy okazję delikatnie zerknąć na jego rzeczywistość. A szkoda, bo wszyscy przeciwnicy naszej trupy aktorskiej mogliby sporo wnieść, gdyby nie zostali sprowadzeni do roli stereotypowego psychopatycznego mordercy z cyrku.

Rozumiem, że miał to być typowy slasher, ale i tutaj nie zostałam wystarczająco zaspokojona. „31” nie jest zbyt brutalnym filmem (jak na horror, ma się rozumieć), morderstwa nie są jakieś szczególnie wymyślne czy okrutne. Niestety autor chyba za bardzo chciał, by jego nowy twór został pokazany w kinach. Wszystko zostało skrócone i ugrzecznione. Brakuje tekstów, postaci i scen, które mogłyby stać się w pewnym sensie kultowe jak np. Kapitan Spaulding.
Naturalnie, możemy też znaleźć sporo plusów. Mocno komiksowy charakter i wygląd cyrkowych popaprańców nadaje im wyrazistości i w zasadzie 31 film roba zombie horror goreratuje nie najlepsze kreacje. Scenografia, atmosfera i sposób prowadzenia kamery w scenach z barkowej imprezki budzi we mnie mocne skojarzenia z „Suspirią” Dario Argento, a to dla mnie dodatkowy smaczek tym bardziej, że wiadome jest jak bardzo Rob inspiruje się klasycznym kinem. No i naturalnie muzyka, to zawsze było jedną z najlepszych stron jego filmów, choć też spodziewałam się większego nagromadzenia hitów.

Będąc obiektywną i zgodną z własnym sumieniem stwierdzam, że „31” jest filmem dla koneserów. Dla wiernych fanów Roba Zombie i jego specyficznego postrzegania tego, co jest podwaliną amerykańskiej popkultury. Jego uwielbienia do groteski, przesady, tandety. Jeżeli nie lubisz klasycznych kiczowatych horrorów z lat osiemdziesiątych, brzydoty i obłędu Stanów Zjednoczonych, to zapewne uznasz, że ten film to nic nadzwyczajnego. Ale jeżeli lubicie ten duszny klimat amerykańskiego szaleństwa i psychozy, nie stracicie czasu.

Zobacz też