Kultura Lifestyle Muzyka

Brutal Assault Festival 2016 – relacja

Sezon festiwalowy powolutku się kończy, ale na szczęście udało mi się jeszcze załapać na mój pierwszy z życiu Brutal Assault :)! Jeśli mam być z Wami kompletnie szczera, to akurat ten festiwal nie plasował się szczególnie wysoko w moich „must go”. Zapewne zauważyliście, że gustuję w bardziej klasycznym graniu. Jednak namawiana od dłuższego czasu i wyposażona w doskonałe towarzystwo postanowiłam się skusić. Spakowałam wszystkie niezbędne bambetle, garderobę uzupełniłam zgodnie z panującymi trendami pogodowymi (nieszczególnie ukochane przeze mnie kaloszki i gustowny płaszczyk przeciwdeszczowy) i ruszyłam na Jaroměř.

brutal assault festiwal czechy metal

żródło: www.facebook.com/brutalassault.cz

Festiwal odbywa się na terenie starej twierdzy Josefov, ale przez te cztery sierpniowe dni całe miasteczko przeżywa istne oblężenie metalowców. Na ulicach nie widać właściwie żadnych „cywili”, same glany i czarne koszulki. Na wystawach sklepików z odzieżą i najróżniejszą galanterią specjalnie dla gości pojawiają się przeróżne (głównie T-shirty) gadżety z kapelami.

satyricon brutal assault czachy metal black

Satyricon był jedną z gwiazd piątkowego wieczoru

Na festiwalu również nie można było narzekać na brak atrakcji. Dość duży teren twierdzy zapełniły stoiska z alkoholami, wszelakimi potrawami (również wegańskimi), ciuchami i płytami. Można było zrelaksować się w sali ambientowej, obejrzeć film w festiwalowym kinie (oczywiście większość wyświetlanych obrazów to horrory ;), czy nawet odwiedzić kapliczkę ku pamięci Lemmy`ego.

stick to your guns brutal assault festiwal metal czechy

Stick To Your Guns na scenie

Organizacyjnie wszystko się zgadzało, nie bez powodu to już dwudziesta pierwsza edycja Brutal Assault. Droga na festiwal była dobrze oznaczona, na terenie twierdzy panował porządek, ochrona i „crew” pracowali bardzo sprawnie. Razem z opaskami rozdawano mapkę oraz program na wszystkie sceny. W tym roku tradycyjną gotówkę zamieniono na wirtualne żetony. Niby fajnie, bo bardzo ułatwiało to wszelakie zakupy, jednak dość problematyczne było ciągłe dopełnianie budżetu i stanie w tym celu w kolejkach do specjalnych punktów. Nowością również były opłaty za wejście na trybuny. Osobiście uważam, że jest to zwykłe ździerstwo, choć być może wprowadzono to z jakichś względów bezpieczeństwa.
Ale przejdźmy do najważniejszego, czyli oczywiście koncertów.

Występy można było oglądać aż na czterech scenach. Według mnie to naprawdę sporo, zważywszy na to, że program dwóch głównych scen był bardzo ciekawy i napięty. Bardzo krótkie przerwy między koncertami na sąsiadujących ze sobą Jagermeister Stage i Metalshop Stage pozwalały właściwie tylko na przemieszczanie się z jednej strony placu na drugi, by zobaczyć bliżej kolejne zespoły. A było co oglądać. Największe wrażenie zrobiła na mnie Gojira, Satyricon (szczególnie przyjemnie oglądało się Frosta, którego występ nie był waleniem w gary na czas, ale pełną feelingu i finezji grą) i Exodus. Gwiazdą ostatniego dnia był nasz rodzimy Behemoth, który jak zwykle dał bardzo widowiskowe i klimatyczne show i był chyba rzeczywiście najbardziej wyczekiwanym zespołem na festiwalu.

Podsumowując, Brutal Assault jest festiwalem, na który na pewno warto się wybrać. Nie mogę stwierdzić, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, ale jeśli nie jest się nastawionym na oglądanie tylko swoich ulubionych kapel, to nie będzie zawiedziony. Na Brutalu co roku są metalowe gwiazdy z najwyższej półki, które po prostu warto zobaczyć. Są też mniej znane bandy, które warto poznać, a wszystko odbywa się w uroczych okolicznościach przyrody wśród podobnych nam „popaprańców” 😉


iwona-podpis

Zobacz też