Lifestyle Muzyka

W czym tkwi magia letnich festiwali

magia letnich festiwali

Ostatnio naszło mnie długofalowe niechciejstwo charakteryzujące się tym głównie, że mam ochotę rzucić wszystko w diabły i wyjechać gdzieś na Atlantydę. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam taki spadek formy, że nawet po muzykę sięgałam obojętnie. Dodatkowo doszło zmęczenie materiału w związku z czym, ucierpiał i blog. To, co mnie jeszcze trzyma przy życiu fakt, że zaczął się sezon letnich festiwali. A to z kolei oznacza, że już lada dzień zbiorę manatki i  wraz z ekipą ruszymy w nasz tradycyjny, coroczny rajd na Masters of Rock. Jak nigdy przyda się trochę relaksu…

Ktoś mógłby spytać, co takiego widzę w przebywaniu na letnich festiwalach tego typu. W końcu impreza jak każda inna, zdarza się, że line up też nie w każdej edycji urywa dupę, kolokwialnie mówiąc.

Znajomych notorycznie namawiam, by choć raz spróbowali i dołączyli do nas. Przyznaję z dumą, że wielu z nich wsiąkło w klimat i powiększyło grupę wyjazdową. Mili Państwo, letnie festiwale to po prostu magia, a dla wielu z nas niepisany, wakacyjny „obowiązek”. Muzyka na żywo od świtu do późnej nocy, zacieśnianie znajomości, odłączenie się od codziennego kieratu. To wszystko sprawia, że mnóstwo osób planuje spędzić trochę wolnego czasu w lecie na Open’er, Wacken, Brutal Assault czy tak jak my na Masters of Rock. Relację z zeszłorocznej edycji przedstawiałyśmy tu.

To wydarzenie, na które czekam cały rok. Na Masters of Rock wszystko jest na maxa odjechane i skrajne. Jeśli pada, stoisz jak kołek w deszczu. Potem zjeżdżasz na tyłku z górki mimo usilnych starań i prób zachowania nie tylko równowagi, ale i resztek godności 😉 W słoneczny dzień pieczesz się na skwarkę w 40 stopniach. Wieczorem zaś zaczyna się szczękanie zębami z zimna i zakładanie na grzbiet wszystkich ubrań, które się ze sobą przywiozło. W nocy zaś po polu niesie się słynne „hovno”.

magia letnich festiwali - gruppen foto

W czym tkwi magia festiwalowych dni? Wbrew pozorom to nie tylko muzyka i możliwość nadrobienia zaległości koncertowych oraz poznania całkowicie nowych zespołów. Na niezwykłą atmosferę składa się znacznie więcej: spędzanie czas pod gołym niebem, tłumy wesołych i bardzo często w sztok pijanych, wolnych od zmartwień i stresu melomanów, pozytywna energia oraz obserwowanie festiwalowej mody :D. Poza tym taki wyjazd ma dodatkową wartość. Umożliwia spędzenie kilku dni w towarzystwie przyjaciół, których trudno byłoby skrzyknąć razem na wakacyjny wyjazd, jak za dawnych czasów. Tymczasem w okolicach lipca spora część ekipy staje na wysokości zadania, by ten kawałek lipcowego tygodnia spędzić na łonie natury, wraz ze starą ekipą. Niezwykle cenne w czasach, kiedy każdy ma tysiąc spraw do załatwienia, mnóstwo pracy i ograniczone dni urlopowe. Widać duch w narodzie nie ginie 😉

Ktoś również wybiera się w stronę Vizovic? Dajcie znać, może złapiemy się na jakieś piwko? 🙂 Ja zabieram się za pakowanie!

 

 

 

 

 

Zobacz też

  • Arek Konkol

    Obscene Extreme Festival. Ale to już dla freaków totalnych:) Taki Woodstock, ale muzyka raczej z kategorii thrash, death, grind.

    • Obscene to musi być dopiero survival 😀

      • Arek Konkol

        Ale zabawa na maksa zajebista. Po prostu trzeba się wyluzować i można totalnie popłynąć. A że ludzie całkiem nadzy skaczą na Ciebie ze sceny albo żarcie na całym terenie festiwalu jest tylko vege to żaden problem:)

        • Akurat na to ostatnie bym specjalnie nie narzekała :p

          • Arek Konkol

            Oj nie wiem nie wiem. Jednak mięso od czasu do czasu musi być:) Ale zaraz koło festiwalu jest dobra knajpa z klasycznymi knedlami z mięsem i sosem:)

          • Ja tam jestem uzależniona od syra z hranolkami <3 😀

          • Arek Konkol

            A i tak najlepsze to ich piwo……

          • Mniam 😀

  • My meldujemy się od piątku w tym roku ! Pozdro :).

  • Ja już drugi dzień tu piję ;D