Lifestyle Muzyka

Reaktywacje czy reanimacje?

reanimacje

Od kilku (no dobra, co najmniej od kilkunastu) lat możemy zaobserwować liczne reaktywacje zespołów. Niektóre kapele schodzą się po wielu latach, by znów nagrywać i koncertować, członkowie innych, niczym w patologicznym związku, wracają do siebie tylko na chwilę, tylko po to, by zagrać jeszcze kilka koncertów. Fani przyjmują informacje o reaktywacjach zazwyczaj z niemałym zaskoczeniem, bo wielu muzyków zarzekało się, że choćby się waliło i paliło, choćby sam Szatan o to prosił, nigdy więcej nie staną razem na jednej scenie. 

W roku 2001 drogi Jimmiego Page’a i Roberta Planta zeszły się na parę wspólnych występów, a zaowocowało to wydanym w 2008 roku koncertowym albumem „Celebration Day”. Plant nie był jednak zainteresowany dalszymi działaniami związanymi z Led Zeppelin. W 2011 Ozzy wrócił do Black Sabbath, dzięki czemu mogliśmy zobaczyć jeszcze zespół na żywo nawet w Polsce.
Prawdziwą sensacją okazały się wieści o powrocie Guns ‚n’ Roses. Oczywiście, już wcześniej Axl zebrał nowych muzyków do swojej własnej wersji Gunsów, ale nikt chyba nie spodziewał się, że kilka lat później Axl, Slash i Duff zakopią topór wojenny i znów jako jedna drużyna staną na scenie.

Przyznam Wam szczerze, gdy o tym usłyszałam, nie mogłam w to uwierzyć. Zawsze uważałam tę trójkę za najbardziej zatwardziałych przeciwników. Konflikt między nimi trwał tyle lat, właściwie odkąd zespół osiągnął sukces, relacje między muzykami zaczęły się psuć. Nic w tym zaskakującego, skoro w grę weszły pieniądze, popularność i narkotyki. I było grubo do tego stopnia, że miało się wrażenie, że prędzej pourywają sobie głowy, niż podadzą dłonie.

reaktywacje, gunsnroses, newguns, nowegunsnroses

Guns ‚n’ Roses, 2016

Co więc sprawiło, że nagle postanowili się pogodzić i znów wspólnie grać? Można snuć wiele teorii – że zmądrzeli na starość, że to ma być ich katharsis, a może zostali buddystami (choć o tym akurat pewnie byśmy wiedzieli) i pracują nad swoimi karmami. A może przypomnieli sobie, jak wspaniale było tworzyć i grać takie hity jak „Sweet Child O’ Mine” czy „Welcome To The Jungle”?

Niestety, żadna z tych opcji mnie nie przekonuje. Takie happy endy raczej się nie zdarzają, szczególnie w takim środowisku. I nawet nie o to chodzi, że Axl ma opinię dupka i mąciciela. Chłopaki mogą nawet ze sobą nie gadać, widywać się tylko tuż przed, w trakcie i na chwilkę po załatwieniu swoich interesów. I tutaj w końcu pojawia się właściwe słowo – INTERES. Interes, czyli pieniądze. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w całym tym cyrku chodzi tylko o kasę. A szkoda, bo dla wielu fanów reaktywowanych kapel jest to jedyna szansa, by ujrzeć swoich idoli na żywo. Szkoda, bo często wychodzą z koncertów zawiedzeni, rozczarowani i rozgoryczeni, gdy za lata „wierności” dostają zagraną od niechcenia papkę lub, co najgorsze, przysłowiowego „liścia” tak jak w Rybniku w 2012 roku.
A co Wy o tym sądzicie? Czy rzeczywiście konta pustoszeją, a muzycy są takimi hipokrytami, że sprzedadzą nawet własny honor?

iwona-podpis

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zobacz też