Lifestyle

Wychowanie w rytmie rock ‚n’ rolla, czyli czym skorupka za młodu…

wychowanie w rytmie rock and rolla

Co nieco o wychowaniu w rytmie rock’n’rolla moim okiem…

Od początku

Ciut ponad 2,5 roku temu oficjalnie zostałam mamą. Nieoficjalnie dowiedziałam się o tym 9 miesięcy wcześniej i już na etapie życia płodowego mojego syna słuchałam dalej tej samej muzyki, której słuchałam wcześniej, czyli szeroko pojętego rocka i metalu. Wiele osób patrzyło na mnie ze zgrozą, gdy dowiadywało się, co gości w moich głośnikach. Ci co to bardziej przejęci i z poczuciem misji wobec mojego brykającego w brzuchu syna częstowali mnie tezami o tym, że za sprawą muzyki dziecko po urodzeniu będzie znerwicowane i każdemu się będzie to udzielać. Jako remedium oferowano mi słuchanie muzyki klasycznej co najmniej kilka godzin dziennie. Lubię klasykę, ale słuchaną na moich zasadach, a nie pod przymusem. Słuchaliśmy tego, na co aktualnie miałam ochotę, czyli sporo KISS i Bon Jovi. Jakoś tak akurat wyszło, tego potrzebowałam najbardziej.

1Gienio – Eugeniusz

Mój syn ma teraz nieco ponad 2,5 roku i od września idzie do przedszkola. Gienio to zdrobnienie oczywiście od Eugeniusza; wybierając imię sugerowałam się niską popularnością imienia, ale też skojarzeniami. W tym wypadku mój numer jeden to przyjaciel mojego śp. Taty. Znam go całe życie, jest dla mnie jak wujek, więc skojarzenie numer jeden miałam jak najbardziej serdeczne. Wiedziałam też, że jest Gene Simmons z KISS, ale jednak nie był dla mnie jako taką inspiracją. Bardziej podobało mi się imię samo w sobie jeszcze sporo przed ciążą. Zaczynało się na literę „E” (tak jak moje), i było mało popularne. Rzadko mówię do syna per Eugeniusz; z reguły jak mnie naprawdę mocno zdenerwuje. Zazwyczaj jest Gienio.

Mamą być…

Gdy nastał 22.11.2013 i nic już nie było takie samo, jak kiedyś. Tkwiąc w zagmatwanej poporodowej rzeczywistości dostawałam milion wzajemnie wykluczających się rad; muzyka pozwalała mi przetrwać trudny początek – z małym ssakiem u piersi oczywiście. Mój mały towarzysz na rock i metal nie reagował, jak mnie ostrzegano, wrzaskiem, niepokojem, zieloną kupką, wzmożonym ulewaniem czy innymi wykręconymi zjawiskami. Słuchałam przy nim tego, na co miałam ochotę. Z biegiem czasu nauczyłam się puszczać mimo uszu negatywne komentarze odnośnie praktykowanego przeze mnie sposobu macierzyństwa. Zawsze znajdzie się ktoś, komu nasz styl wychowywania dziecka nie odpowiada, decyzje są komentowane i czasami akceptowane, a czasami wyśmiewane. Nauczyłam się żyć z tą krytyką, pewne teksty olewam, zwłaszcza te dotyczące muzyki i nie biorąc tego osobiście jest mi naprawdę sporo lżej na sercu.

Po co to wszystko?

Dla większości jednak puszczanie „nierozumnemu” maluchowi AC/DC, KISS, Slaugther, Tesla, Poison czy Warrant to gwarancja zaszczepienia mu miłości do muzyki „satanistycznej”, a dla innych bezwartościowy szarpidrut. Moje dziecko jest częścią mnie i chcę się z nim dzielić tym, co lubię, a co on z tym zrobi, to już jego decyzja.

2

Pewnych utworów mu nie puszczam, np. raz włączyłam przy Gieniu „Mars atakuje” Kazika po pierwszych zwrotkach w popłochu musiałam to wyłączyć. Po prostu na słowa pewnego typu jest jeszcze za mały. Słuchaliśmy razem wielu utworów, ma już swoje ulubione np. „Your Mama Don’t Dance” Poison (robocza nazwa mojego syna dla tego utworu to „adelki” – cholera wie, skąd mu się to wzięło, ale z 2-3 tygodnie rozkminiałam o co mu chodzi, gdy mówił „mama włączy adelki”), „Thunderstruck” AC/DC, „I Remember You” Skid Row. Coś mu oferuję, a on wybiera.

Sporo uczymy się od siebie. Tutaj niejedna osoba może sobie pomyśleć „czego można nauczyć się od takiego dzieciaka?” – otóż myślę, że sporo. Np. przed urodzeniem Gienia utwór KISS „Lick It Up” jakoś specjalnie nie należał do moich ulubionych, a to jest jeden tych, które są w pierwszej trójce jego najulubieńszych rockowych kawałków. Podobnie z „Reason To Live” wspomnianej grupy. I to mi daje do myślenia, żeby nieco dać szansę „na nowo” tym utworom.

Lubię też patrzeć na jego uśmiech, gdy w głośnikach zaczyna brzmieć coś, co wyjątkowo lubi. Zaciska wtedy piąstki i udaje, że „tańczy” – energicznie podnosi rączki góra-dół-góra-dół w rytm danego utworu. Ostatnio zaczyna już pomału śpiewać, także kolejny wesoły etap uważam za otwarty ;). Próbowałam go uczyć nazw zespołów i poszczególnych utworów, ale im więcej zmiennych wprowadzałam, tym bardziej nie ogarniał co i jak. Teraz wprowadził sobie podział na dwie nazwy – KISS, który zna i kojarzy całkiem dobrze i cała reszta czyli „inny KISS” 😉

Podsumowanie

Jest jeszcze coś ważniejszego poza tym aspektem poznawania tego, co lubi z repertuaru, który mu proponuję. Chcę, żeby wiedział, że świat muzyczny nie kończy się na przyśpiewkach z festynów dla dzieci „Będzie, będzie zabawa, będzie się działo”, „Ruda tańczy jak szalona”, czy też „Mam tę moc” – piosenka, która na balu maluchów leciała 2 razy, bo obecnie jest na to szał… ale moda minie i przyjdzie coś nowego. Chcę dać mu już teraz dobre podstawy muzyczne, które będą mu się fajnie kojarzyć z dzieciństwem.

I nie mówię tu tylko o rocku i metalu, ale też o klasykach popu, które moim zdaniem kiepsko jest nie znać, jak Bee Gees. Całkiem niechcący Gienio załapał fazę na „Stayin’ Alive”, gdy niedawno powtarzałam sobie wiadomości po kursie pierwszej pomocy i próbowałam ogarnąć tempo tego kawałka. Jego dzieciństwo daje mi motywację, żeby wrócić do tego, czego sama słuchałam, gdy byłam mała: nieśmiertelnych Fasolek, utworów z „Akademii Pana Kleksa” czy młodej Kukulskiej. Chcę, żeby potrafił słuchać muzyki. Nie chcę żeby utożsamiał muzykę tylko z obrazem, a mam wrażenie, że coraz trudniej dzieciom to przychodzi mając większość czasu przed nosem ekran smartfona lub tablet.

Muzyka to tylko pretekst do zaszczepienia pewnych małych elementów, nowych przyzwyczajeń. To też fajny wspólny mianownik. Oboje bardzo lubimy, gdy coś rockowego leci w tle, gdy „czytamy” obrazkowe książeczki i wymyślamy do nich własne historie czy gramy w gry. Od września na pewno sporo się zmieni, bo on pójdzie do przedszkola, a ja szukam stałej pracy. Siłą rzeczy czasu w domu będziemy spędzać ze sobą mniej. Każdego dnia pracujemy nad naszą relacją i na pewno dzięki muzyce te więzi fajnie się zacieśniły między nami 🙂 Mam nadzieję, że kiedyś będzie nam dane pójść na jakiś dobry koncert razem i z biegiem lat uzbierać pewną niezapomnianą paletę wspomnień zagwarantowanych przez dobrą muzykę.


Zobacz też