Kultura Lifestyle Muzyka

XIV Festiwal Mocnych Brzmień w Świeciu – relacja

festiwal mocnych brzmień

Podczas gdy w sobotę 2 lipca cały ogrom metaluchów ruszył w stronę Tauron Areny w Krakowie na pożegnalny koncert Black Sabbath, ja wyruszyłam w przeciwnym kierunku.

festiwal świecie mocnych brzmień scena zamek

Tłem dla sceny był piękny zameczek krzyżacki

Tego dnia towarzyszyłam kapelom Vedonist i Hate na XIV Festiwalu Mocnych Brzmień. Impreza odbywała się w Świeciu, uroczym mieście w województwie kujawsko-pomorskim. Ze względu na dość sporą odległość wyruszyliśmy skoro świt, czyli zaraz po zapakowaniu sprzętu ;). Na miejscu zastaliśmy (jeszcze!) piękną pogodę i piękne widoki. Cała impreza odbywała się w plenerze tuż pod zamkiem krzyżackim. Wspaniałe tło do grania (i słuchania!) metalu. Szkoda, że wszystko nie działo się na terenie samego zamku, ale domyślam się, że powodem mogły być względy ochrony zabytku.

vedonist świecie festiwal mocnych brzmień

Vedonist zagrał zaraz po zmianie pogody

Chłopcy od razu rozpakowali i ustawili na scenie graty, a ponieważ było jeszcze sporo czasu do rozpoczęcia, postanowiliśmy udać się do poleconej przez pana ochroniarza knajpy na zasłużony posiłek (polecamy restaurację „Stary Rynek”, podają wspaniałe jedzenie. Po obowiązkowym deserku ledwo wytoczyliśmy się z knajpy ;).

Sielską atmosferę niestety przerwało nagłe oberwanie chmury. Zespoły, które wystąpiły na początku czyli Deadpoint (laureat konkursu dnia pierwszego festiwalu, który odbył się dzień wcześniej), Mateo Colon i Cinis grały w pełnym słońcu, ale jeszcze gorsze warunki pogodowe miał Calm Hatchery, który znalazł się w centrum piekła pogodowego. Na szczęście chłopaki dali radę, a publiczności nie odstraszyła nawet ściana deszczu. Moi koledzy z Vedonist zagrali już po burzy i zostali bardzo ciepło przyjęci, szczególnie dobrze rozbujali coverem Kata. Materia zagrała bardzo skocznie i rozgrzała festiwalowiczów przed mającym pojawić się tuż po nich Hate. Zapadający zmrok dodał klimatu blackmetalowemu show. Gwiazdą wieczoru był Illusion i jak można było się spodziewać, dali świetny występ.

Powrót okazał się dla wszystkich dosyć ciężki (szacunek dla Domina (Vedonist), który dowiózł naszą ekipę w całości ;)) ze względu na późną porę i zmęczenie. Ale możliwość towarzyszenia zespołom podczas koncertow to nieoceniona frajda. Usłyszałam historie z tras koncertowych, jakie spotkały chłopaków m.in. w Meksyku (Meksyk w rzeczy samej!), podpatrywałam przygotowania, a na scenę spoglądałam w dużej mierze od kulis. Zacna przygoda móc popodglądać takie wydarzenia „od kuchni”. Daje to dużo bardziej rzeczywisty obraz tego, jak na prawdę wygląda muzykowanie i, szczerze mówiąc, z mojej perspektywy to ciężki kawałek chleba.

Zatem wielkie dzięki dla kapel, którym chce się dla nas grać. Należy im się ogromny szacunek i gromkie brawa po każdym zagranym numerze. I oczywistym jest, że większość z nas przebiera nóżkami w oczekiwaniu na gigi wielkich gwiazd takich jak Black Sabbath, ale pamiętajmy również o naszej rodzimej scenie. Czasem bardziej kameralne koncerty potrafią być dużo lepszą zabawą i bardziej inspirującą przygodą.

Dziękuję Vedonist i Hate, że zabrali mnie ze sobą i liczę na więcej ;)!

iwona-podpis

Zobacz też