Muzyka

Dziwne podgatunki rocka i metalu, o których mogliście nie słyszeć część I

dziwne podgatunki rocka i metalu

Odkąd w muzyce pojawił się rock, a później metal, oba te gatunki zdążyły podarować nam zespoły i utwory,  na których wychowały się pokolenia. Części nigdy nie przestaliśmy słuchać, do niektórych wracamy, o pewnych zapomnieliśmy dawno temu. Muzyka, jak to sztuka,  ma tendencje do ciągłych zmian i ewolucji. Od ponad pięćdziesięciu lat zespoły prześcigają się w kreowaniu nowych stylistyk, dźwięków, wizerunków scenicznych i  z różnym efektem próbują zaskoczyć słuchacza czymś nowym i oryginalnym. Nie ma w tym nic dziwnego. Naturalna kolej rzeczy. Malarstwo również nie zatrzymało się na freskach. Jednak ten pęd za wyróżnieniem się z tłumu doprowadził do powstania wielu przedziwnych podgatunków, a co za tym idzie wielu mniej lub bardziej kreatywnych nazw tych tworów. W dużej mierze zawdzięczamy je dziennikarzom muzycznym i krytykom, którzy w zalewie tej różnorodności i misz-maszu zmuszeni zostali do nazywania rzeczy, które słyszą zupełnie nowymi terminami. Dzięki temu powstały takie perełki jak pornogrind, shoegazing, gothabilly czy crabcore. A to zaledwie wierzchołek góry lodowej. W całym tym dobrobycie w niepamięć odchodzą czasy kiedy mówiło się znajomym „Słucham heavy metalu”. Teraz byłby to pewnie true-neo-traditional-new wave-classic-heavy metal. Serio 😉 W sumie nie ma chyba nic gorszego niż naprawdę dobry zespół z totalnie głupią etykietką.

Dla wszystkich ciekawych przygotowałyśmy zestawienie najbardziej odjechanych nazw podgatunków.

 

Viking Metal 

Metal dla Skandynawów i domorosłych Wikingów. Odpowiedzialnością za Viking metal obarcza się najczęściej Szwedów z Bathory. Następnie nurt podchwyciły Enslaved, Hades Almighty, VintersorgEinherjer. Muzyka łączy elementy północnoeuropejskiego folku z tekstami mocno związanymi z nordycką mitologią. Istotną sprawą jest umiejętnie odwzorowany klimat tamtych czasów, w którym sam Odyn czułby się jak w domu 😉


Death N’ Roll 

Tak, dokładnie. Death metal spotyka rock and rolla, a ich bękart to death n’ roll. Pionier nurtu, zespół Entombed, postanowił porzucić na trochę swój skandynawski death i przypomnieć sobie lata młodości i szalone lata ’70. Wkrótce w ich ślady poszli m.in. Gorefest, The Cumshots oraz popularny Kvelertak.


 Unblack Metal

Czyli zrób na złość blackmetalowcom i odwróć odwrócony krzyż 😉 Skoro można śpiewać o szatanie to o Bogu też wypada. W unblack metalu dominują treści biblijne, związane z religiami chrześcijańskimi i piętnujące satanizm. Za pierwszy album w historii gatunku uważa się Helling Usvart australijskiego projektu muzycznego Horde, założonego przez Jaysona Sherlocka, byłego perkusistę zespołów Mortification i Paramaecium.  Wydawnictwo pociągnęło za sobą innych wykonawców, którzy odnaleźli się w tej stylistyce m.in. AntestorAdmonish i Crimson Moonlight. Nie musimy chyba dodawać, że środowiska blackmetalowe trochę się wściekły 😉


Djent

Nazwa-onomatopeja dla nowoczesnego metalu progresywnego. Ponoć naśladuje dźwięk wydawany w czasie gry techniką palm muting (przytłumienie struny poprzez położenie dłoni na mostku) na nisko nastrojonej, przesterowanej gitarze elektrycznej. Za termin odpowiada podobno Fredrik Thordendal, gitarzysta Meshuggah. Innymi wykonawcami tworzącymi muzykę z elementami djentu są Animals as Leaders i Periphery.


Nintendocore

Odpalcie starą grę na konsoli w stylu Nintendo i włączcie jednocześnie jakąś metalową płytę. Tadam! Mamy Nintendocore – gatunek muzyczny łączący metalcore z elementami muzyki 8-bit. Termin powstał jako żart frontmana grupy Horse the Band, Nathana Winneke, który stwierdził, że dokładnie to przypomina ich twórczość. Jeśli zafascynował Was ten gatunek to polecamy także The Advantage, Powerglove, Minibosses oraz The Depreciation Guild.
Absolutny faworyt 😀


Crabcore

Odchył screamo, ale nie szukajcie jakiś specjalnych różnic w brzmieniu czy treści utworów. Wszystko opiera się bowiem o fachowy rozkrok muzyków tego nurtu, nazywany „crabwalkiem”. Zespół Attack Attack! uważany jest za prowodyrów tej niecodziennej postawy, ale wszyscy podejrzewają, że za dużo napatrzyli się na Roberta Trujillo. Zresztą popatrzcie sami – cud, że nie rozjeżdżają im się nogi 😉


Sadcore

Lub slowcore – smutniejszy od samego smutku syn alt i indie rocka. Z corem wszelkiej maści jednak niezbyt mu po drodze.  Ponure teksty, minimalistyczna i smętna muzyka, wolne tempa to kwintesencja tego nurtu. Bunt przeciwko grunge’owi.


Pornogrind

Nie ma chyba nic bardziej przegiętego niż wypadkowa grindcore’u i death metalu z tekstami oscylującymi wokół porno, perwersji i innych seksualnych dewiacji.  Sprawdźcie sobie GutCock and Ball Torture Waco Jesus.


 

Przystopujmy na chwilę, bo co za dużo to niezdrowo.

W drugiej części „Dziwne podgatunki rocka i metalu, o których mogliście nie słyszeć” kolejna porcja odjechanych terminów, a czasem nawet bardziej odjechanych brzmień 🙂

podpis

Zobacz też