Muzyka Wywiady

„Chcemy grać piosenki, które sprawdzą się na koncertach.” Wywiad z Internal Quiet

wywiad_internal_quiet

Choć świeżo debiutujący zespół Internal Quiet dopiero zaczyna swoją przygodę na ojczystej scenie to wbrew pozorom tworzą go doświadczeni muzycy. Ich pierwszy album „When The Rain Comes Down” niedawno ujrzał światło dzienne, a obecnie towarzyszą Turbo podczas jubileuszowej trasy „Back to the Past Tour” jako gość specjalny. W tym pracowitym dla zespołu okresie Sławek Papis – założyciel i gitarzysta oraz Radek Jerzyna – perkusista, znaleźli chwilę byśmy wspólnie z ekipą New Wave Promotion mogli porozmawiać o płycie, tournee, języku angielskim w muzyce i Lady Gadze 😉

Internal Quiet powstał nie tak dawno temu, bo w 2011 roku. Jakie były okoliczności powstania grupy?

SP: Okoliczności były dość prozaiczne. Spotkałem kolegę, którego obaj z Radkiem znaliśmy – basistę, który nie za bardzo wiedział co ze sobą począć muzycznie. Chciał znowu zacząć grać, ja miałem trochę pomysłów w szufladzie. Zaczęliśmy wspólnie grać i takie były nasze początki.

Gracie od 2011 roku. Czemu dopiero teraz zdecydowaliście się na wydanie płyty?

SP: Płyta była nagrywana dwukrotnie. Po pierwsze, chciałem żeby każdy członek zespołu miał wpływ na jakość tych nagrań, żeby dołożył coś od siebie. Nie mogli tego zrobić byli muzycy z powodu braku czasu. Wtedy porzuciliśmy nagrywanie po szóstym czy siódmym numerze. W międzyczasie pojawił się Radek.

RJ: Dzień dobry! 🙂

SP: Po sześciu miesiącach płyta powstała. Zmienił się też wokalista. To był dość trudny okres dla zespołu. Poprzedni wokalista zrezygnował, a mieliśmy już nagrane wokale do połowy numerów. Wtedy pojawił się Maciek (wokalista – przyp. red.), który dograł resztę, ale i tak czekała nas praca przy zmianie aranżacji. Po drugie, trwało to tak długo, bo sam proces rejestracji okazał się upierdliwy. Wszystkie ślady nagrywaliśmy za jednym zamachem, musieliśmy co nieco poprawić lub rejestrować jeszcze raz. Ale dzięki temu formę mamy zachowaną, nawet gdy nagle na scenie zgaśnie światło 🙂

RJ: Nie był upierdliwy tylko tak miało być. Nie chcieliśmy, żeby album powstał na zasadzie kopiuj-wklej.

Czy materiał z „When The Rain Comes Down” powstawał z myślą o tym albumie czy niektóre z utworów czekały gdzieś IQ-logow szufladzie na swój moment?

SP: „Chase Your Dreams” to nagranie, które po raz pierwszy zostało zarejestrowane w ’89 roku. Na albumie wylądował oczywiście w całkowicie zmienionej formie, bo zostało z niego chyba tylko trzy akordy, ale większość numerów jest bardzo świeża. Mamy też kilka całkowicie nowych utworów, które gramy na koncertach, a które znajdą się na drugim albumie. One teraz wyznaczają nam nowy kierunek w zespole. Stylistyka pozostaje ta sama, jednak będzie zdecydowanie mocniej.

RJ: Staraliśmy się, żeby przede wszystkim album był spójny. Trochę czasu zajęło nam doszlifowanie całego materiału.

Fakt. Na albumie nie słychać przypadkowości w numerach. Wszystko jest spójne kompozycyjnie. Jest ciężko, ale nie tylko. Muzyka Internal Quiet to zgrabne połączenie hard rocka i heavy metalu. W Waszych numerach słychać mnóstwo melodii. Ważnym elementem są klawisze, więc chyba dobrze rozumiemy, że chcecie też tworzyć muzykę nie tylko ciężką, ale też przyjemną dla ucha?

RJ: Jest melodyjnie ponieważ wszyscy wychodzimy z tego samego założenia: chcemy grać piosenki, które sprawdzą się na koncertach.

SP: Cieszymy się, że ludziom podobają się nasze melodie i z koncertu na koncert jest coraz więcej publiczności pod sceną.

RJ: Poza tym Maciek jest zdolna bestia i kupuje ludzi po pierwszym numerze 🙂

Jesteście polskim zespołem, więc według niektórych ortodoksów powinniście śpiewać po polsku. Czemu więc wybraliście jednak angielski jako formę przekazu?

SP: Śpiewamy po angielsku nie ze względu na to, że liczymy wyłącznie na zrobienie jakiejś kariery za granicą. Po pierwsze tak dla nas brzmi lepiej, po drugie tak czujemy rocka. A poza tym heavy metal wymyślono po angielsku 😉 Muzyka to nie tylko gitara, bas i perkusja. To jeszcze dodatkowe przesłanie. Według mnie bardziej plastyczny jest język angielski, bo te wyrazy tworzą jakiś obraz. Nie musisz tego dokładnie przekazywać. Każdy może sobie do historii, którą usłyszy dopasować własne wyobrażenie.

RJ: Na nasze koncerty przychodzą ludzie, którzy nas w ogóle nie znają. Przychodzą, nie ma co ukrywać, głównie na Turbo, po czym na stoisku mamy amok 🙂 Zespół właściwie znienacka, który gra pierwszą trasę, wydał pierwszą płytę, śpiewa po angielsku i wszyscy wiedzą o co chodzi. Widać jakoś dobrze się ten język komponuje. Sami jesteśmy zdziwieni, że mimo obcego języka przekaz jest odbierany, ludzie to kupują.

SP: Angielski jest już tak uniwersalnym językiem, że otwiera wiele drzwi na samym starcie. Gdybyśmy nagrali materiał po polsku mielibyśmy od razu zawężone pole działania. A nuż, komuś się to spodoba na tyle, by wydać nas za granicą.

RJ: Od samego początku założenia były takie, że staramy się zdobyć nie tylko polski rynek, ale i zagraniczny.

SP: Zwłaszcza, że recenzje są bardzo pozytywne, a żeby było śmieszniej, za granicą dostajemy lepsze noty niż w Polsce.

Czego w takim razie muzycy Internal Quiet słuchają prywatnie? Jesteście fanami klasyków spod znaku Iron Maiden?

RJ: Lubię totalnie różne rzeczy: płytę, którą nagrała Lady Gaga wraz z Tommym Bennettem, gdzie jest dużo jazzu, Agnostic Front, The Strokes. W skrócie: od ekstremy w stylu Behemoth po Lady Gagę 🙂

SP: A ja lubię klasykę. Bardzo cenię sobie Rush, z nowszych zespół Stratovarius. Lubię Budgie, Scorpions, Megadeth, starą Metalikę. Podobają mi się niektóre nagrania Madonny. Myślę, że każdy normalny muzyk, który chce egzystować w branży muzycznej nie powinien się zamykać w jakimś tam kręgu.

RJ: To jest podstawowy błąd. Uważam, że jeśli ktoś gra heavy metal i słucha wyłącznie tego gatunku to wpędza się w błędne koło przez co muzyka również staje się wtórna.

 Internal Quiet -WhenTheRainComesDown-okładka.jpgWróćmy jeszcze do albumu. Zarówno oprawa graficzna płyty jak i emblemat widniejący na froncie są na bardzo wysokim poziomie estetycznym. Kto jest za to odpowiedzialny?

RJ: Koncepcja jak ma to wszystko wyglądać wyszła od nas. Za techniczne wykonanie tego cudeńka odpowiedzialny jest bardzo zdolny człowiek – Michał „Xaay” Loranc. Chwilę zajęło zanim porozumieliśmy się, o co nam chodzi, ale efekt finalny wyszedł dokładnie taki jak oczekiwaliśmy.

SP: Z ciekawostek: gdy będziecie oglądać poligrafię w środku przyjrzyjcie się grafice pod płytą. Większość osób tego nie zauważa 😉

RJ: Poza tym chcieliśmy od początku do końca zostawić dobre wrażenie. Żeby ktoś, kto bierze do ręki płytę debiutującego zespołu widział, że dokładamy wszelkich starań, by nasza praca była na wysokim poziomie i zapadała w pamięć i słuchowo i wizualnie.

Nurtuje nas jedna sprawa. Jest 2016 rok. Podobno odchodzi się pomału od kupowania fizycznych nośników. Wy nie dość, że wydaliście album własnym sumptem to jeszcze jest on pięknie wydany. Nie baliście się takiej inwestycji?

SP: Był to spory wydatek, ale mocno wierzymy w to, co robimy. Poza tym mieliśmy jakieś sygnały, że ludzie czekają na tę płytę. Bardziej obawialiśmy się trasy: czy ludzie dopiszą, czy w ogóle się uda.

Co planujecie na przyszły rok? Jakieś większe festiwale, następny album?

SP: Na pewno następna trasa. Chciałbym też spełnić swoje marzenie i wydać „When The Rain Comes Down” na analogu.

RJ: Mamy też przygotowany równoległy set akustyczny, który fajnie byłoby zarejestrować, ale na razie planów do zrealizowania jest tyle, że wersja akustyczna będzie musiała chwilę poczekać. Na razie mamy co robić 🙂

internal-quiet-wywiad

Plany spore i poważne, więc nam pozostaje życzyć Wam powodzenia w realizacji planów. Dziękujemy za rozmowę i do zobaczenia na koncertach 🙂


Zespół Internal Quiet możecie śledzić Facebooku lub oficjalnej stronie.

Zapraszamy też na fanpage New Wave Promotion, gdzie znajdziecie muzyczne nowinki maści wszelakiej 🙂

 

Zapisz

Zapisz

Zobacz też