Lifestyle Muzyka

Punk rock, czyli proste jest piękne

punk rock

Zaraz obok „Jump” Van Halen numer The Clash zatytułowany „Should I stay or should I go” jest utworem, który jako pierwszy jestem w stanie wygrzebać z moich najodleglejszych wspomnień. Bardzo dobrze pamiętam ten moment, kiedy siedziałam z mamą w kuchni, a z radia leciała właśnie ta nuta. Nie wiem naprawdę, jak to jest możliwe, że słysząc ją ponownie wiele lat później sobie o tym przypomniałam, ale wiedziałam też, że już wtedy wpadła mi w ucho. Jako lekko niepokorna nastolatka dogrzebałam się do niego po raz kolejny i, dla potwierdzenia znanego przysłowia o nierdzewieniu dawnych uczuć, zakochałam się po raz drugi w tym samym utworze. Co takiego sprawiło, że The Clash stało się moim best ever na wiele lat?
punk punks subkulturaWielu znajomych zgodziłoby się wtedy (a nawet i dziś), że to kapela wyjątkowa i również bardzo niedoceniona, natomiast jeszcze więcej osób po prostu nie rozumiało mojej fascynacji. Bo jak można aż tak się wkręcić w piosenki napisane „na dwóch akordach”? No cóż, można. I postaram się wyjaśnić Wam jak, dlaczego i które kapele warto sprawdzić, jeśli jeszcze nigdy tak naprawdę nie zapoznaliście się z ich twórczością.

Punk rock był i powinien być prosty, często jest to argument stawiany na niekorzyść nurtu. Rzeczywiście, trudno porównywać go z dziarskimi kompozycjami heavy metalu czy rozsadzającymi mózg progresywnymi solówkami. Dla mnie cały czar punku tkwi właśnie w tym nieskomplikowaniu, łatwości odbioru, na spontanicznym i emocjonalnym podejściu do muzyki.

The Ramones to idealny przykład zespołu, który zdobył świat swoją dosłownością i bezpardonowym wyrażaniem wszelkich poglądów, nawet tych dotyczących spraw bardzo błahych. Jak można nie ulec urokowi takich tekstów jak „Beat on the brat” czy „Now I Wanna Sniff Some Glue”? Ta kapela to satyra, świat widziany oczami potrafiącymi patrzeć z dużo większym dystansem i humorem niż przeciętny człowiek. Ci chłopcy zamiast robić wielki dramat z typowych dla ludzi przywar czy problemów (co jest niestety domeną w naszej rodzimej muzyce), woleli to obśmiać, ubrać w mniej srogie i przerażające szaty, by uczynić je bardziej realnymi, przystępnymi, łatwiejszymi do przyjęcia i, tym samym, zrozumienia.

Wspomniany na początku The Clash jest dla mnie kwintesencją punk rocka. Ich muzyka była głęboko zakorzeniona w ideologii, ale aspekty takie jak kompozycja, melodia czy klimat nie były spychane na dalsze tory. Wręcz przeciwnie, zespół starał się rozwijać i jak najwięcej czerpać i uczyć się od muzyków, którzy ich inspirowali. Pierwsza płyta, typowa punkowa „rąbanka” diametralnie różni się od pełnej hitów i różnych gatunków muzycznych „London Calling”. I jeśli komuś chciałoby się jeszcze zgłębić teksty utworów, były zaskoczony wizją świata pozornie prostych angielskich chłopaków.

A The Misfits? Ta kapela to dopiero wynalazek! Miks punk rocka, horroru i klimatu lat pięćdziesiątych (w Stanach Zjednoczonych, rzecz jasna ;). A wszystko to melodyjne do tego stopnia, że po pierwszym przesłuchaniu ich utwory nie chcą wypaść z głowy. Zespół gra do dzisiaj i właśnie zaczyna trasę koncertową mającą promować nowy album. Miło by było, gdyby zaplanowali występ i u nas, wszakże nie byłoby to ich pierwsze show w naszym kraju, a mam nieodparte wrażenie, że całą tą paczkę dziwolągów z Danzigiem na czele nadal warto zobaczyć na żywo.

Zapewne ku zdziwieniu większości z Was, moi drodzy, nie będę piała na temat The Sex Pistols. Kapela, a właściwie boysband, oczywiście odegrała ogromną rolę w rozwoju ruchu i subkultury, była jednak od początku tworem komercyjnym, więc (przynajmniej dla mnie) nieprawdziwym. Nie wspominając już o tym, że wydali tylko jedną płytę, a ocenianie zespołu po jednym wydaniu, jest jak chwalenie dnia przed zachodem słońca.

Oczywiście są o moje subiektywne opinie i to, co dla mnie jest w tym gatunku pociągające, innych może drażnić. Ten gatunek albo się kocha, albo nienawidzi. Mi odpowiada energia, którą ma w sobie punk rock i chaos, który nim rządzi. To że potrafi być zaskakujący i nieoczywisty. Że jest bardzo szczery, prawdziwy, „nienadmuchany”. Tu nikt nie robi konkursu na najlepszą solówkę, bo często tej solówki po prostu nie ma. Jest za to bunt, walka z tym na co się nie godzimy i to walka twarda, bezkompromisowa, taka na którą niestety wielu nie potrafi się zdobyć. Punk rock nie płacze nad rozlanym mlekiem. Bierze się w garść i krzyczy: „J*bać to mleko, idziemy pić browca!” 😉

iwona-podpis

Zobacz też