Muzyka Płyty

Wykopki muzyczne – Recenzja: SKAZA Art Declined

recenzja-skaza-art-decline

Ostatnimi czasy trochę nazbierało mi się zaległości. Zwłaszcza, jeśli chodzi płyty i ich recenzje, którymi obiecałam sobie, że się z Wami podzielę. Tym bardziej, że w międzyczasie ukazało się na polskim rynku parę albumów.  Może Was zainteresują 🙂

Na pierwszy ogień pójdzie dziś Art Declined, czyli debiutancki longplay wrocławskiej Skazy. Zespół Skaza to trio powstałe w 2010 roku z inicjatywy Maćka Marcinko i kilku jego znajomych. W 2011 pokazali swoje pierwsze demo, a w grudniu 2016 światło dzienne ujrzała właśnie Art Declined. Trzeba przyznać, że panowie poszli na całość startując od razu z pełnym albumem, nie zawracając sobie głowy pomniejszymi wydawnictwami w postaci EP, singli itp. Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy rzadko kiedy poświęca się dużo czasu na odsłuchanie konkretnego wykonawcy. Albo nuty zaskoczą od razu albo artysta idzie w zapomnienie. W przypadku Skazy chylę czoła przed brakiem oporów w zawieraniu na debiucie ponad 50 minut muzyki.

skaza art declinedAle do rzeczy. Nie wiem czemu nazwa Skaza przywiodła mi na myśl raczej rzeźnisty death metal niż heavy, do którego najbardziej chyba przypisałabym muzykę Wrocławian. Sam zespół określa swoją twórczość jako multigatunkowy melodyjny metal, z czystym wokalem i growlem oraz elementami symfonicznymi. Fakt, mieszanek gatunkowych jest na Art Declined pod dostatkiem. Mamy tu klasyczne heavy metalowe zagrywki, trochę melodyjnego thrashu i deathu, elementy blacku, neoklasyczne solówki i przejścia a także mnóstwo symfonicznych wtrętów.

Jeśli mam być szczera to taka różnorodność może być zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem zespołu. Z jednej strony dostajemy zróżnicowany materiał, w którym widać że chłopaki bardzo zgrabnie się poruszają. Z drugiej zaś może świadczyć o braku zdecydowania przez co być męczące dla odbiorcy. Niektórym takie nagromadzenie pomysłów może wręcz przeszkadzać. Jakby jednak nie patrzeć jest to materiał debiutancki. Być może chłopaki dalej szukają swojej drogi i stylu, a różnorodne kompozycje mają oznajmić słuchaczom, że zespół ma otwartą głowę i jeszcze nas czymś zaskoczy. Bardziej skłaniam się jednak ku tezie, że album składa się przede wszystkim z kompozycji powstających w rozległych ramach czasowych, przez co nie wszystko spina się stylistycznie.

Płyta składa się z 13 naprawdę różnorodnych kompozycji. Od klasycznie heavy metalowych „Route 17”, „Perpetual” czy „Derisive Death” po bardziej death metalowe „By Lips Blackened”, „Frame Of Fire” lub „Archetype”. Ciekawe są bardzo klimatyczne, wręcz „epickie” wstawki tworzące lekko niepokojącą atmosferę. Sporym plusem jest również praca gitar: żywiołowa, z mięsistymi riffami i zgrabnymi, nieprzekombinowanymi solówkami. Numerem, który dla mnie znalazł się na tym absolutnie przez pomyłkę jest „Drowned In Strife”. Nie tylko dlatego, że nie jestem fanką rasowego power metalu spod znaku Rhapsody (o, przepraszam – Rhapsody of Fire). Głównie z tego względu, że według mnie, głos Marcina po prostu nie pasuje do śpiewania takich rzeczy.

Skoro już o śpiewaniu mowa jest to kolejna sprawa, którą chciałabym poruszyć – czysty wokal. Growlowi nie mam nic do zarzucenia. Fajnie komponuje się nawet z bardziej heavy metalowymi utworami. Niestety melodyjny śpiew wymaga jeszcze sporego nakładu pracy. Pomijam angielską wymowę, która również wymaga dopracowania. Same czyste wokale brzmią po prostu jak wykrzykiwane z trudem, a jego melodyka totalnie zanika utrudniając zapamiętanie numeru. Jest to monotonne i na dłuższą metę męczące doświadczenie.

Generalnie jednak albumowi nie można wiele zarzucić. Trzyma równy poziom, każdy znajdzie coś dla siebie. Trzeba również oddać chłopakom, że jak na album wydany własnym sumptem może się pochwalić dobrą produkcją, jak również warstwą wizualną. Okładka zdobiąca Art Declined wygląda naprawdę profesjonalnie i uwierzyłabym, gdyby ktoś mi powiedział, że album pochodzi z wiodącej wytwórni płytowej.

Skaza zapowiada się obiecująco. Połączenie heavy i death w ich wykonaniu to całkiem niegłupia fuzja, a sam krążek jest dość wdzięcznym debiutem. Jeśli uda im się trochę zawęzić ilość gatunków w swojej twórczości i poeksperymentować w konkretnym obrębie stylistycznym, następnym razem możemy dostać coś naprawdę konkretnego. Czego chłopakom życzę.

www.skazaofficial.com
Facebook

Zobacz też