Muzyka Płyty

Rob Zombie – Płyta o strrrrrasznie długim tytule…

rob zombie

Na album „The Electric Warlock Acid Witch Satanic Orgy Celebration Dispenser„ czekałam w wielkim napięciu. Skoro do tej pory nie mogę obejrzeć nowego filmu Roba „31”, to już nowa płyta zdecydowanie mi się należy. Jednak przyznam Wam szczerze, że po zapoznaniu się z singlami promującymi album byłam trochę zaniepokojona i rozczarowana. Utwór „Well Everybody’s Fucking in the U.F.O” wydał mi się na początku dość prymitywny. Oparty właściwie na jednym głównym motywie gitarowym i bardziej mówionych niż śpiewanych wokalach Roba, nie pasował mi do poprzednich hitów Zombiego. Do tego jeszcze tematyka UFO… spoko, ale wolę diabły, potwory, freaków i seks.


„In the Age of the Consecrated Vampire We All Get High” tak samo uderzył we mnie prostotą, choć bardziej przypadł mi do gustu. Udało mi się znaleźć w nim trochę tego typowego dla Roba groove’u, który zawsze tak doskonale podkreślał kiczowaty styl Zombiego.

Niestety oba utwory nie prezentowały tego, czego po tej płycie oczekiwałam. Czyżby Rob Zombie trochę wyluzował, zmiękł, odpuścił? Kiedyś jednak ktoś mądry powiedział mi, że nie warto oczekiwać czegokolwiek od kogokolwiek, bo często te oczekiwania nie pokrywają się z tym, co otrzymujemy w zamian. No cóż… Na szczęście 29 kwietnia mogłam już wysłuchać całego wydania. Po kilkukrotnym przesłuchaniu od deski do deski stwierdziłam, że nie jest tak źle. Uff… a już miałam zwątpić w Roba (i wtedy okryłam się rumieńcem wstydu).

rob zombie coverAlbum zawiera 12 utworów, dosyć krótkich, za to dla kontrastu o bardzo długich i porąbanych tytułach, w tym 3 instrumentalne. Możemy znaleźć na nim właściwie wszystko, do czego jako fani Roba jesteśmy przyzwyczajeni. Jest ciężko, brudno i niegrzecznie. Żywiołowe gitary (dzięki, John 5!) wspierane są przez klawiszowe wstawki w horrorowym klimacie („The Hideous Exhibitions of a Dedicated Gore Whore” ). Teksty są chwytliwe, słowa zgrabnie dobrane, przez co łatwo zapadają w pamięć. Jak na każdej płycie Zombiego jest tu też wiele nawiązań do popkultury i sztuki („Wurdalak”, „Get Your Boots On! That’s the End of Rock and Roll”) i beki ze współczesności („The Life and Times of a Teenage Rock God”), dlatego warto posłuchać tej płyty bardzo dokładnie i zwrócić uwagę na wszystkie jej „smaczki”.


Nie mogę też nie wspomnieć o okładce. Jest dosyć podobna do tej z poprzedniej płyty („Venomous Rat Regeneration Vendor”), ale jest to raczej kolaż różnych zdjęć niż stabilna kompozycja. To, oraz intensywne psychodeliczne kolory przywodzą na myśl ćpuński klimat lat 60. i 70. Praca ta dużo lepiej określa charakterystyczny styl Roba niż „Educated Horses” z 2006 roku.


Cieszę się, że dość szybko zmieniłam zdanie co do tej płyty. Być może jako ogromna zwolenniczka zarówno muzyki jak i filmów Zombiego, podświadomie nie chciałam od razu paść w zachwyt nad jego nowymi kompozycjami i początkowo podeszłam z tak krytycznym nastawianiem. Nie potrzebowałam jednak zbyt wiele czasu, by stwierdzić, że właściwie Rob Zombie nie odszedł daleko od tego, co wcześniej nam serwował. Jest mniej mrocznie, za to bardziej satyrycznie. Album jest bardzo spójny, dlatego najlepiej brzmi słuchany w całości. Nie jestem tylko pewna, czy dobór singli promujących krążek był słuszny, bo uważam, że są na nim lepsze utwory, bardziej charakterystyczne dla jego twórczości. 

Podsumowując, Rob Zombie zaspokoił mnie po raz kolejny 😉 Jeśli ja jestem zadowolona, to na pewno inni fanatycy horrorowego rock ‚n’ rolla też nie będą narzekać. Tym, którzy z kolei nie przepadają za tego typu klimatami i tak polecam zapoznać się z tym albumem choćby po to, by posłuchać trochę tego bardzo niepowtarzalnego grania.

Tutaj możecie posłuchać całej płyty 🙂


A Wam jak się spodobała nowa płyta Roba? Jesteśmy ciekawe Waszych opinii 🙂

iwona-podpis

Zobacz też